
KAMIENIOŁOMY czyli "GWAŁT NA KAZIMIERZU D."
Data: 10-03-2009 Temat: Ogólny
Kamieniołomy są tu od wieków, a burmistrz tylko na chwilę. Kazimierz D. jest już bardzo stary, ale osobisty lekarz mu nie przysługuje. Doktor przyjeżdża jedynie na kontrole z innego miasta. Niektóre dzieci Kazimierza uważają, że mogą już zrobić z nim wszystko ... :
sprzedać jego własność, spaskudzić wygląd staruszka, ubrać go na niebiesko, obwiesić reklamami, byle
zarobić.
W połowie marca wystawiają na przetarg kamieniołom, który należał do niego od początku. Ale dalsi
krewni twierdzą, że oni też kochają Kazimierza, i zapowiadają, że nie pozwolą skrzywdzić i ośmieszyć
dziadka. W obronie jego majątku gotowi są zawiesić się na koparkach, nocować w śpiworach na ziemi,
stać z transparentami. To będzie ostateczność. Najpierw spróbują się dogadać.
Kamieniołom leży tuż nad Wisłą. Cztery hektary kamiennej, nierównej nawierzchni i wysoka na 40 metrów
kamienna ściana. Beżowo-szara półka dla olbrzyma, latem porasta zielenią. Setki lat wydobywano stąd
opokę wapienną, której użyto do budowy miasta. Od 30 lat kamieniołom jest nieczynny. Przychodzi tu
każdy turysta, który odwiedza Kazimierz, każdy polski student geologii odbywa tu ćwiczenia. Teraz być
może powstanie tu aquapark.
W Kazimierzu Dolnym szykuje się wojna. Głównym orężem w walce będzie plan zagospodarowania
przestrzennego (PZP).
O tym, jak Jerzy Żurawski już raz Kazimierz ratował
Był początek lat 70. Dziennikarz "Trybuny Ludu" stanął pod wzgórzem przy ruinach Faktorii Angielskiej
w Kazimierzu Dolnym. Zadarł głowę do góry.
- A tędy ma biec kolejka linowa do domu wypoczynkowego - wyjaśniał redaktorowi Jerzy Żurawski.
- A więc to tak! - zakrzyknął redaktor. - Towarzysze z Zakładów Azotowych muszą swoje dupy kolejką
wozić do góry - i pojechał do Warszawy pisać artykuł.
Władze wojewódzkie właśnie planowały zbudować na wzgórzu za cmentarzem dom wczasowy dla Zakładów
Azotowych "Puławy". A tuż obok dom wypoczynkowy dla milicji. A potem zburzyć w miasteczku część
starych domów i w ich miejscu zbudować dwupoziomowe skrzyżowania, nowe drogi i dom towarowy.
Towarzysz wojewoda i jego urzędnicy byli zachwyceni.
Załamany tymi planami był jednak wojewódzki konserwator zabytków Mieczysław Kurzątkowski. Wezwał na
odsiecz z zamku w Łańcucie Jerzego Żurawskiego, wicedyrektora tamtejszego muzeum. Skromny historyk
sztuki dobiegający czterdziestki został oficjalnie mianowany konserwatorem zabytków Kazimierza. Tak
naprawdę miał na razie tylko jedno zadanie: nie dopuścić do zmian w Kazimierzu Dolnym.
Żurawski zawiadomił konserwatorów, dziennikarzy, historyków sztuki i architektów w całej Polsce. No i
ściągnął do miasteczka redaktora "Trybuny Ludu", jedynej gazety, z którą liczyła się wówczas władza
wojewódzka.
Ranek następnego dnia po wizycie dziennikarza "Trybuny" zastał budowlańców na górze cmentarnej z tą
gazetą w rękach. Czytali artykuł krytykujący ich pracę. Inwestycję wkrótce wstrzymano i nigdy do niej
nie powrócono. A w połowie lat 70. powstał nowy plan zagospodarowania przestrzennego, który miał
chronić zabytki miasteczka. Jerzy Żurawski osiadł w Kazimierzu na stałe, do początku lat 90. pracował
jako miejski konserwator zabytków.
W styczniu tego roku szedł wzdłuż płotu przy kościele św. Anny. Zobaczył kartkę z apelem: "Obudźcie
się, kazimierzanie, bo już niedługo nic nie zostanie! W grudniu 2008 r. Rada Miejska Kazimierza
podjęła uchwałę o sprzedaży działki, na której znajdują się kamieniołomy. Czy można sprzedać własną
rękę, nogę, płuca lub nerkę? Dzisiaj można sprzedać nawet serce!".
Żurawski zdenerwował się. Poczuł, że znów trzeba będzie podjąć walkę.
O tym, jak krewni Kazimierza D. komitet powołali
Skrzyknęli się w trzy tygodnie. Naukowcy, artyści, biznesmeni i dziennikarze, leśnicy, aktorzy,
filmowcy i architekci. W sumie 65 osób. Prawie nikt z nich nie urodził się w Kazimierzu, niewielu
mieszka tutaj na stałe, część ma letnie domy, inni przyjeżdżają tu na wakacje.
Pod koniec stycznia 2009 roku zawiązali Obywatelski Komitet Ochrony Kamieniołomu w Kazimierzu Dolnym
- OKOKK.
Członkowie OKOKK dowiedzieli się, że kamieniołom wyceniono na 18 mln 700 tys. zł. Wzięli pod lupę
plan zagospodarowania przestrzennego miasteczka uchwalony w 2003 roku. Stwierdzili, że plan jest
niedobry. Pełen błędów, niekonsekwencji, wykluczających się paragrafów.
Z jednej strony PZP nakazuje bezwzględnie chronić wpisaną do rejestru zabytków sylwetę Kazimierza
Dolnego. Ale z drugiej pozwala na jej zmiany przez stawianie budynków w kamieniołomie.
W jednym miejscu plan nakazuje zachować kamieniołom jako stanowisko dokumentacyjne oraz zaleca
pozostawienie tego miejsca do wykorzystania naukowo-dydaktycznego i rekreacyjnego. Ale kilka stron
dalej zezwala na lokalizację w tym miejscu usług turystycznych. Nie wiadomo jednak, o jakie usługi
chodzi. Jak mają wyglądać budynki stawiane w tym miejscu, jak wysokie mogą być, jak duże, jak
kolorowe. Czy ma to być hotel, basen czy najwyżej budka z frytkami.
Członkowie OKOKK postanowili, że nie pozwolą władzom Kazimierza na sprzedaż kamieniołomów, dopóki
plan nie zostanie poprawiony. Zadeklarowali, że pomogą przy tworzeniu nowego. Zawiadomili ministra
kultury, wojewodę lubelskiego i media.
- Niestety, większość obywateli Kazimierza kpi sobie z tego - ubolewa Jerzy Żurawski. - Mówią: "Jacyś
profesorkowie się tu zebrali, a my sami wiemy lepiej, czego nam potrzeba. My tu jesteśmy
gospodarzami". W ogóle nie biorą pod uwagę tego, że kamieniołom, jak i cały Kazimierz, to dobro
narodowe.
W OKOKK nie ma więc kazimierskiej młodzieży, kelnerów, sprzedawców, gospodyń domowych, emerytów,
radnych i właścicieli pokoi na wynajem.
O awangardzie
Bożena Gałuszewska, lat 37, antropolog kultury, założycielka strony www.wkazimierzudolnym.pl,
sekretarz OKOKK: - Urodziłam się tu. Mój ojciec stąd pochodzi. Mieszkam niemal przy rynku. Dla mnie
kamieniołomy to spacery z rodzicami, randki, zbieranie kwiatów. To jeden z najważniejszych fragmentów
kazimierskiego pejzażu. Teraz ktoś ma je kupić. Może zabuduje, zamknie, będzie pobierał opłatę za
wejście. Wybuduje drogę, parkingi, podjazdy. A ja chcę mieć możliwość zaprowadzenia do kamieniołomów
swoich synów w przyszłości. Część miejscowych uważa, że Kazimierz jak Kazimierz, nic w nim
niezwykłego. Ale są też i tacy, którzy mówią: "To jest nasze, a nie burmistrza i urzędu".
Jestem przekonana, że rada miejska i burmistrz, podejmując decyzję o sprzedaży kamieniołomu, nie
wiedzieli, że plan zagospodarowania jest ułomny. My też na początku nie mieliśmy pojęcia, że jest tam
tyle pojęć niejednoznacznych.
Choćby taki punkt: "Wyklucza się formy zbyt awangardowe, dysharmonizujące z krajobrazem kulturowym".
Ale czym jest awangarda dla autorów planu? Czy to ma być dzisiejsza awangarda, czy pierwszej połowy
XX wieku? Mówiąc "awangarda", mieli na myśli budynki nowoczesne czy ich zdaniem po prostu szpetne? Co
ich zdaniem jest nieładne, a co ładne?
O tym, co widać spod parasoli
Bartłomiej Pniewski, lat 66, artysta plastyk z Warszawy, od 30 lat we wsi Męćmierz pod Kazimierzem ma
dom, członek OKOKK: - Kiedy przyjeżdżałem tu w latach 70., Kazimierz był uroczym, zacisznym
miasteczkiem. Zaczęło się zmieniać na początku lat 90. Najpierw odszedł pan Żurawski ze stanowiska
konserwatora zabytków. Przez 30 lat pilnował, żeby nie zbudowano tu niczego niezgodnego z duchem
Kazimierza. Potem uprawnienia konserwatorskie przejął Lublin. Bezcenne renesansowe miasto dostało
opiekuna, dla którego stało się jednym z wielu.
A właśnie nadeszły czasy, kiedy ludzie się zaczęli bogacić, i trzeba było szczególnie pilnować, by
inwestorzy z dużymi pieniędzmi (a często bez gustu) nie rozsadzili swymi pomysłami skali
miasteczka.
Przy ulicy Krakowskiej dom jednorodzinny pokryli niebieskim dachem. Przy tej samej ulicy, nieco
dalej, budują pancernik Potiomkin - paskudny, wielki dom. W Wąwozie Małachowskiego, w miejscu
kameralnego, drewnianego pensjonatu, postawili willę Bohema - ogromną, murowaną bryłę, która ma
niewiele wspólnego z tradycyjną, drobną, drewnianą kazimierską architekturą. W miejscu XVII-wiecznego
spichlerza, który można było jeszcze odbudować, postawili hotel Król Kazimierz, całkiem obcy duchowi
miejsca.
W ślad za nimi i kazimierzanie zaczęli budować miejskie domy z katalogów, bo to był awans. Podzielili
swoje sady i ogrody, z których miasto słynęło, i zamienili je w jałowe parkingi dla turystów. Władze
miasta pozwalają samochodom terenowym i quadom niszczyć wąwozy, nie egzekwują przestrzegania stref
ciszy.
Narodził się też nowy rodzaj turysty, którego nudzi Kazimierz jako taki. Teraz wali tu tłum. W ciągu
roku z milion turystów - na ponad 3 tysiące mieszkańców. Piją piwo w rynku, na plastikowych
krzesłach, pod kolorowymi parasolami. Renesansu spod tych parasoli nie widać. Marzeniem niektórych
jest stworzyć tu Las Vegas, z neonami, plastikiem i kiczem. Wkrótce przy wjeździe do miasta, tuż przy
stacji benzynowej, ma powstać kasyno gry.
Kto zagwarantuje, że nabywca kamieniołomów nie dołoży tam kolejnego gargamela? Dlatego wystąpiliśmy
do Genowefy Tokarskiej, wojewody lubelskiego, z prośbą, żeby zawiesiła sprzedaż kamieniołomu do czasu
poprawienia planu zagospodarowania. Zaoferowaliśmy władzom partnerstwo w zapisach planu i czekamy na
odpowiedź. Na razie nie przyszła.
O tym, że wszyscy są przeciw wszystkiemu
Paweł Fernezy, kazimierzanin, spotkany przy rynku: - Urodziłem się tutaj, mieszkam w centrum. Wiem,
że większość kazimierzaków jest przeciw sprzedaży kamieniołomów. Ale ja jestem za. Bo teren leży
niezagospodarowany, a jak ktoś go mądrze zagospodaruje, to hala sportowa tam powstanie albo basen dla
mieszkańców.
Tu wszyscy zawsze są przeciw wszystkiemu. Dla zasady. Miała gmina sprzedać budynek starej wikarówki.
Były protesty, wołanie, że to skandal, chodzili, podpisy zbierali. I co? Burmistrz wycofał się ze
sprzedaży, a wikarówka stoi i popada w ruinę.
O tym, że nie istnieje kamień filozoficzny
Prof. Bogusław Szmygin, lat 51, specjalista ochrony i konserwacji zabytków architektury z Lublina,
przewodniczący OKOKK: - Jestem człowiekiem z zewnątrz, w Kazimierzu pracowałem dwa lata po studiach w
firmie konserwatorskiej, gdy byłem młodym inżynierem.
Kamieniołomy to własność miasta, o ich sprzedaży zadecydowali radni wybrani przez mieszkańców. Tak
działa demokracja. Nie możemy zakazać tej sprzedaży, bo niby dlaczego. Nie ma takiej kategorii jak
dobro narodowe. Nie istnieje kamień filozoficzny, który cofnie zmiany. Nie chodzi nam o zadymę, tylko
o takie sprecyzowanie planu, żeby kupiec wiedział, w jakich granicach może się poruszać, żeby miał
cenę, plan i rozważył przed zakupem, czy mu się to opłaca. Żeby nie kupił działki za ponad 18
milionów złotych w celach inwestycyjnych, a potem się nie dowiedział, że może tam postawić tylko
niską chatkę.
O złudzeniach
Tadeusz Michalak, lat 67, architekt, projektant hotelu Król Kazimierz, członek OKOKK: - Mój ojciec
był malarzem, przeniósł się tu, zbudował dom, ja się tu urodziłem. Z Kazimierza na dworzec jest aż 16
kilometrów. Więc jako dziecko wielki świat znajdowałem w kamieniołomach, gdzie były tory i wagoniki
kolejki wożącej urobek. Bawiliśmy się tam, gdy stróż przysypiał w swojej budce.
Rozumiem, że kamieniołomy mogą być sprzedane. Ale wpierw powinien być pomysł na nie i jakieś
wytyczne. Kiedyś projektowałem dom w Austrii, określono mi, jaki powinien być kąt nachylenia dachu,
kierunek kalenicy, wysokość budynku, ale wcale nie ograniczało to możliwości zaprojektowaniu ładnego
budynku. Nasz burmistrz ulega złudzeniu, że nabywca kamieniołomu sam z siebie na pewno postawi tam
piękną budowlę harmonizującą z otoczeniem.
Kazimierz przez ostatnie sto lat się zmienił. Ale jego proporcje zostały zachowane. Drobna zabudowa i
pewne dominanty. Miasteczko broni się, bo ma wokół przyrodę, tereny otwarte. Wraz ze sprzedażą
kamieniołomu utracimy ich ważną część.
Wiem, że niektórzy krytykują hotel Król Kazimierz. Wziąłem udział w jego budowie, bo wiedziałem, że
tak duży budynek w końcu i tak tu powstanie. Ale on nie wkroczył na nowy teren. A spichlerz nie był
aż tak zabytkowy, tylko odbudowany po wojnie, i to nieprawidłowo.
O tym, co jest żenujące
Grażyna Sz., lat 40, kazimierzanka: - Są miasta, które organizują konkurs na zjedzenie najdłuższej
kiełbasy świata albo ugotowanie największego kotła zupy w Europie. Byle tylko przez sekundę pokazano
ich w "Teleexpressie". A Kazimierz Dolny nie musi robić nic, bo ma swoją markę. Jedynym jego
kapitałem jest architektura sprzężona z przyrodą.
Mam żal do władzy, że nie bierze pod uwagę specyfiki naszego miasteczka. Żenujące jest to, że
burmistrz i rada dysponują swobodnie tym, czego nie pozyskali. Są tu tylko na chwilę, kamieniołomy są
od wieków. Sprzedadzą je w pięć minut, 18 milionów wydadzą w dziesięć minut, a kamieniołomów nie
odzyskają już nigdy.
Burmistrz mówi, że za zdobyte pieniądze będzie stawiał między innymi nowe toalety publiczne. Nie
widzi, jak tragicznie to brzmi - kamieniołomy za kible?
Co im potem zostanie do sprzedania? Studnia na rynku? A nabywca wodę będzie po złotówce spragnionym
oferował?
Myślę, że ludzie w obronie kamieniołomu zawieszą się w końcu na koparkach, będą tam nocować. Jak w
sprawie Rospudy. Sama namaluję transparent i pierwsza tam pójdę.
O tym, co powstanie potem
Jerzy Żurawski, lat 79, były konserwator zabytków Kazimierza Dolnego, członek OKOKK: - Wyobraźnia
zaczyna działać. Jak już w kamieniołomie stanie hotel albo aquapark, duży, kolorowy, hałaśliwy, wtedy
w pobliżu, nad samą Wisłą, powstaną stacje benzynowe. Plan zagospodarowania przestrzennego na to też
pozwala.
O tym, co będzie się działo, jak działka już zostanie sprzedana
Dariusz Kopciowski, główny specjalista z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Lublinie: - Nie
możemy zmusić radnych kazimierskich do zmiany planu zagospodarowania, bo nie mamy takich uprawnień,
możemy tylko perswadować. Konserwator wojewódzki ma za to prawo do akceptacji, lub nie, projektu
inwestycyjnego przed rozpoczęciem budowy.
Obawiam się, że inwestor, który kupi kamieniołom, będzie chciał zabudować go maksymalnie. A my
będziemy zabiegać, żeby nowa inwestycja była jak najmniejsza, żeby nie zniszczyła krajobrazu.
Przewiduję, że to niestety spowoduje konflikt. Prawnicy inwestora będą nas przekonywali, że nie mamy
racji, my będziemy zwoływali komisje, odwoływali się do miejscowych społeczników. Tego wszystkiego
można by uniknąć, gdyby plan zagospodarowania był szczegółowy i precyzyjny.
Moim zdaniem nowe budynki hotelowe w tam-tym rejonie mogłyby powstać jedynie w miejs-cu ruin starych
spichlerzy, które są w sąsiedztwie kamieniołomu.
O tym, żeby ludziom żyło się godniej
Burmistrzem Kazimierza Dolnego jest Grzegorz Dunia, 42-latek, wcześniej działacz samorządowy,
wiceburmistrz. W ostatnich wyborach pokonał rządzącego od wielu kadencji Andrzeja Szczypę, bo
obiecywał, że zdobędzie dla miasta pieniądze z funduszy europejskich. Burmistrz Dunia prowadzi w
Kazimierzu pensjonat Dunia, lubi jazdę konną.
- Dlaczego sprzedajecie kamieniołom? - pytam Grzegorza Dunię.
- Bo miasta nie stać na jego zagospodarowanie. Od lat leży odłogiem. Tam są teraz krzaki i chwasty.
Od czasu do czasu ktoś podjedzie i wyrzuci śmieci. Myśmy tyle razy już tam sprzątali, że w głowie się
nie mieści. Ale żebyśmy się dobrze zrozumieli: do zagospodarowania jest jego dno, wyrobisko, a nie
skarpa.
- Nie boi się pan o widok z Wisły?
- Dlaczego?
- Bo stanie może jakiś brzydki hotel.
- Jaki hotel? Czy budyneczek, który będzie miał dziesięć metrów wysokości, zasłoni ścianę
kamieniołomu, która mierzy 40 metrów? Trudno zresztą przewidzieć, co tam kto będzie chciał wybudować.
Może basen odkryty, może aquapark, pensjonacik, może zrobi odwierty wody geotermalnej? Inwestor
będzie musiał zrobić jakąś koncepcję, wizualizację.
- Nie lepiej najpierw wymyślić, co tam ma powstać, a potem sprzedać działkę?
- Ale jak? Mamy określać inwestorowi, co ma tam budować?! Że ma być tam taki, a nie inny budynek? Jak
można komuś coś takiego narzucać? Niech przyjdzie ktoś z dobrym pomysłem i zaskoczy nas jego pięknem.
Dajmy szansę ludziom z inwencją. A my będziemy kontrolować, żeby nie zeszpecono terenu.
- A co pan sądzi o sugestii konserwatora Kopciowskiego z Lublina, żeby stawiać nowe budynki jedynie w
obrębie ruin starych spichlerzy, a kamieniołomy pozostawić puste?
- Dla nas obowiązujące są zapisy planu, a nie sugestie konserwatora.
- Utracicie kamieniołom na zawsze.
- Jak na zawsze?! Przecież nikt nie wywiezie kamieni, wszystko zostanie w Kazimierzu. A podniesie się
atrakcyjność miasta. Teraz przyjeżdżają tu turyści i narzekają, że nie mają co robić, że żadnego
basenu tu nie ma.
- Może atrakcyjność tego miasta polega na tym, że tu właśnie basenu nie ma?
- Dlatego chcemy umożliwić realizację tego typu atrakcji na uboczu.
- Jaki jest roczny budżet miasta?
- 20 milionów złotych.
- Na co planujecie wydać prawie 19 milionów złotych ze sprzedaży kamieniołomu?
- Na remont ruin zamku, baszty, domu kultury, budowę strażnicy z salą konferencyjną. Chcemy wybudować
nową toaletę publiczną, bo stara jest z lat 70. Musimy budować drogi w gminie, ciągnąć kanalizację i
wodociągi, żeby ludziom żyło się godniej.
- Czy występowaliście o fundusze unijne?
- Próbowaliśmy je dostać, ale nam się nie udało. Tych pieniędzy jest mało, a pewnie większość idzie
na budowę autostrad i stadionów. Poza tym, żeby zdobyć fundusze unijne, trzeba mieć środki własne. I
na to też chcemy przeznaczyć pieniądze ze sprzedaży kamieniołomów.
- Co pan sądzi o inicjatywie ludzi, którzy założyli OKOKK?
- Ludzie mają prawo się zrzeszać, wyrażać swoje opinie, więc chyba dobrze, że coś takiego
powstało.
- Poddacie się ich sugestiom?
- Analizujemy je.
- Nie denerwują pana ci przyjezdni? Mówią panu, co ma pan robić.
- Nie, bo ja lubię dyskutować. Ale pozwólcie nam, przyjezdni, podejmować decyzje samodzielnie.
Cieszymy się, że tu jesteście, dajcie nam się jednak rozwijać. Nie liczcie na to, że tu baby w
chustkach w nosiłkach wodę ze studni będą targały. My musimy tu żyć.
Na pożegnanie burmistrz ofiarowuje mi album ze zdjęciami Kazimierza. Na przedostatniej stronie jest
zdjęcie kamieniołomu z podpisem, że to atrakcja dla turystów.
Magdalena Grzebałkowska
Źródło: Duży Format
|
|